Baranek marnotrawny


Zacząłem owce. Wypasali się sami. Rano otworzę stodołę - odejdą, ao szóstej wieczorem, no, zaraz po zegarze, wrócą. I jestem do tego przyzwyczajony.
Ale jednej jesieni, wszystkie 15 owiec nie przybyło. Szukałem ich przez trzy dni i nie znalazłem żadnych śladów, ani łajna, ani śladu wełny. Dwa dni później spadł śnieg. Próbowałem znaleźć ślady na śniegu - znowu nic. O ile mogła, wszystkie okoliczne lasy przyszły. Doświadczeni ludzie wytłumaczyli mi, że wilki mogą je podnieść, kilka drapieżników jest dość ambitnych.
Już się pogodziłem z tą stratą, gdy nagle miesiąc później znaleziono owieczki. Wyszliśmy do następnej wioski. Kiedy mi o tym powiedziano, poszliśmy po lesie i znaleźliśmy dzikie gałęzie drzew, ślady kopyt, ślady, miejsce na spędzenie nocy w suchym, wyniesionym miejscu, pod drzewem. I wtedy zobaczyłem owce. Wcale nie były dzikie. Kiedy do nich zadzwoniliśmy, wyślij do nas głos. Okazało się, że owce stały się jeszcze bardziej: jedno łono urodziło silne, silne dziecko. Miał trzy lub cztery dni. Owce były dobrze odżywione, zdrowe.
Wziąłem dziecko w ramiona i poszedłem przed stado, a oni poszli za nimi w jednym pliku. Tylko matka-owca czasami pozostawała w tyle, biegła, krzyczała, szukała jagnięcia. Potem musiałem się zatrzymać i pokazać jej małą owieczkę. Szliśmy leśną drogą, a potem owce się nie rozbiegły, za nimi jechali trochę. Więc dość szybko dotarliśmy do domu. A jeśli moje owce często chodzili po lesie, teraz pasą się tylko na łąkach, niedaleko od domu: podróżowali.