Niespodzianka Dashkin


Niewielu kłóci się ze stwierdzeniem, że zwierzęta mają korzystny wpływ na naszą kondycję emocjonalną i fizyczną. Ale czasami zwykły kot może zainspirować nas do małych "wyczynów". Właśnie o tej sprawie, chcę ci powiedzieć.



W naszym domu mieszka kot perski - Dashka. Bardzo ją kochamy, ale nigdy nie byliśmy "fanami". Przyszła do nas jak kotka, ale z biegiem czasu nasza Dasha dojrzała. Czas pomyśleć o matchmakingu. Znaleziono bohatera serca i bezpiecznie zaczęliśmy oczekiwać potomności. Z różnych autorytatywnych źródeł dowiedzieliśmy się, że po raz pierwszy będziemy zadowoleni tylko z dwóch, no, maksymalnie - trzech kociąt. To nas uspokoiło, ponieważ jest to łatwiejsze dla kota, a takie ostre pytanie znika - gdzie umieścić dzieci?

Minęły dwa miesiące. Fakt, że ten dzień nadszedł, natychmiast zrozumiałem. Rano Dasha podążała za mną niestrudzenie, miaucząc, narzekając i wymagając uwagi. W oczach było prawie ludzkie wołanie o pomoc. Byłem pewien, że zgodnie z "zasadami" kot znajdzie odosobnione, ciemne miejsce i bezpiecznie, bez pomocy, zostanie zwolniony z ciężaru. Ale go tam nie było! Dosłownie mnie nie wypuściła, prosząc o pomoc. Uświadomiłem sobie, że nie ma gdzie się wycofać. Udało mi się skonsultować z kliniką weterynaryjną - gdzie doradzono im uspokoić je spokojnym tonem za pomocą nożyczek, jodu w przypadku, gdy sam kot nie poradzi sobie z pępowiną. W tym momencie czułem się naprawdę źle. Jestem nauczycielem języka rosyjskiego i literatury: wskaźnik i pióro to moje narzędzie pracy. Oczywiście, widok krwi z palca nie doprowadza mnie do szoku, ale wszystkie inne manipulacje medyczne - broń Boże. Ale bezradna istota spojrzała na mnie z nadzieją i polizała moje dłonie - strach i wahanie zniknęły.

Kiedy pisał pierwszy kotek, w moich oczach pojawiły się białe muszki, moje ręce się trzęsły, miałem zamiar biec na ciekły amoniak, ale pojawił się drugi. Od uświadomienia sobie, że wszystko się dobrze skończyło - oto są dwie długo wyczekiwane bryły - uspokoiłem się i odszedłem, aby nie przeszkadzać kotowi w lizaniu jego potomstwa. Piętnaście minut później w pomieszczeniu rozległ się pisk - urodziło się trzecie cudowne dziecko. Zostaliśmy ostrzeżeni, że mogą być trzy. "Nic wielkiego", pomyślałem. Ale niestety mój niedoświadczony kot wszystkich instynktów w ogóle nie pamiętał tego, który pomógłby jej przebrnąć przez pępowinę i uwolnić kocięta z tak zwanego "miejsca". Po odczekaniu półtorej godziny uzbroiłem się w sterylne rękawiczki, nożyczki, alkohol, jod i pociąłem pępowinę kociętom. Przede mną był kot i trzy urocze kocięta. Czułem się jak bohater, ratownik Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych - wyjąłem butelkę szampana, zwaną sąsiadem. Kiedy oboje przyszliśmy spojrzeć na potomstwo, moje nogi ustąpiły: było pięć kociąt. Ku takiemu zaskoczeniu nie byłem gotowy. Po pierwsze, co zrobimy z nimi, po drugie, będę musiał obciąć jeszcze dwa pępowiny (ten ostatni bardziej mnie przeraził).

Pod koniec dnia zostałem położną dla pięciorga dzieci. Oczywiście dla kogoś innego: weterynarza, asystenta medycznego, lekarza, wszystko, co się wydarzyło, to drobiazg. Ale od tego czasu nawet kot patrzy na mnie zupełnie inaczej. Dla siebie, zdecydowałem, że ze względu na ukochaną osobę - w każdym razie, osoba lub kot - jesteśmy w stanie przenieść góry.