"Memo" z dzieciństwa


Mój mąż pochodzi z leśnej wioski Baszkirii. I nie ma już śladu tej wioski z piękną imieniem Sabanci, a jej mąż wyciąga wszystko do lasu, do swoich rodzinnych miejsc. Od podróży koniecznie przynosi jakąś "notatkę".




Tak więc w kraju pojawił się mały krzak dzikiej róży. A teraz zbieramy kwiaty, owoce i korzenie na całą zimę. Potem pojawiły się leśne lungfish i pierwiosnek. Specjalny zaszczyt dzikich truskawek, który cieszy nas przez całe lato. Codziennie świeże jagody na herbatę. I w żaden sposób gorszy od ogrodu, zwłaszcza jeśli dobrze jest woda. Między rosnącymi krzakami porzeczek i truskawkami leśnymi. Nie jemy sami, ale nagle ktoś wpadnie na wizytę i rozkoszuje się leśnymi truskawkami.
O dziwo, leszczyna również została tu zapuszczona, pierwsze owoce pojawiły się w tym roku. I raz na jesieni mój mąż przyniósł trzy małe cebule, zasadził i obiecał, że wyhodują piękne kwiaty. On je pieszczotliwie nazywał - saraną. Opowiadał, jak w dzieciństwie wykopali cebulki tych kwiatów i jedli je z przyjemnością. Imię Sarana, którego nigdy nie spotkałem i jakoś o nich zapomniałem. A teraz nagle na dwóch długich, cienkich łodygach pojawiły się dziwaczne kwiaty. Okazuje się, że ta lilia jest piękna. Jak wspaniale są! Alternatywnie kwitną, wznosząc się na sam szczyt.




Zawsze patrzę ze zdziwieniem na te "przypomnienia" z dzieciństwa. I jakoś zapominam, że daleko jest do naszego letniego domku, że często nie ma wody, kradną, że zdrowie coraz bardziej upada, a nie ma dość siły, aby wszystko utrzymać w idealnym porządku. Z miłością spoglądam na każdy zakątek mojego wiejskiego domu i myślę, jak piękny jest ten świat z jego drzewami, ziołami, kwiatami, owocami. Zaprawdę, twoje dzieła są piękne, o Panie!