Jak uratowałem wiśnię


Kiedy patrzę na moją bujną wiśnię, prawie nie wierzę, że na wiosnę miała zupełnie żałosny wygląd: prawie wszystkie gałęzie były martwe, a tylko kilka gałęzi pokazywało liście.




Ta wiśnia została mi podarowana przez znanego ogrodnika. Jest mały, a gałęzie, niczym płacząca wierzba, kłaniają się ku ziemi. Jakiego rodzaju odmiany, nie wiem.
Dwa lata temu zebrałem od niej wiadro owoców, ale zapomniałem ją nakarmić - poszedłem w zimę osłabioną. Kiedy się zorientował i zaczął podlewać drzewo, dwa lub trzy tygodnie później zauważył: liście odżyły. Następnie wyciął wszystkie suche gałęzie za pomocą piły do metalu i spędził dodatkowe żywienie korzeniami (w konewce z wodą dodałem 1 łyżkę mocznika i potraktowałem tę rzadką koronę tym roztworem), a następnie podlałem drzewo u nasady. Potem jeszcze dwa razy karmiłem napar z ptasich odchodów.
Nawiasem mówiąc, ten opatrunek pomaga mi oszczędzać i szczepić. Czasami szczepione sadzonki zaczynają dobrze rosnąć (biorę 70-80%, nie wkładam toreb), a liście pożerają szkodniki. Plyu roztwór mocznika - i pomaga.